JAKOŚĆ W POLSKICH SZKOŁACH WYŻSZYCH CZ. II

0

Czy wyższe szkoły zawodowe są nam potrzebne? W przyszłości bez wątpienia będą potrzebne. Istnieją w wielu krajach europejskich, ale ich popularność jest w różnych państwach zróżnicowana. Dla mnie niezwykle przekonywający jest przykład Holandii. Jest tam niewiele uniwersytetów i bardzo dużo wyższych szkół zawodowych, które cieszą się sporą popularnością. Sposób kształcenia w tych szkołach jest dobrze dostosowany do potrzeb rynku. Młodzież, która nie ma ambicji akademickich chętnie idzie do łych szkół.

– Ale jest to rozwiązanie nietypowe dla Europy.

– Tak, w innych krajach rozwiązania są inne. Na przykład w Niemczech, gdzie istnieją wyższe szkoły zawodowe, uczelnie akademickie wprowadzają obecnie różne formy kształcenia zawodowego.

– Gdy rozmawiamy o potrzebie zróżnicowania oferty kształceniowej, jaką powinien dysponować system szkolnictwa wyższego, powstaje problem minimów programowych. Jest to sprawa kontrowersyjna. Wiem, że Rada Główna poprzedniej kadencji prowadziła prace nad ustaleniem takich minimów…

– Minima programowe nie zostały ustalone. Łączy się z tym kilka spraw. Z jednej strony, występuje opór środowiska akademickiego. Z drugiej zaś – są ogromne trudności techniczne. Rada Główna poprzedniej kadencji, nie mogąc sobie dać rady z minimami programowymi, uciekła się do pewnego wybiegu. Ustawa powiada, iż Rada Główna z własnej inicjatywy lub na wniosek Ministra Edukacji Narodowej ustala minima programowe. Wobec tego Rada zwróciła się do ministra z prośbą o przedstawienie projektów minimów. Minister powołał zespoły ekspertów, którym, w wyniku intensywnych prac, w pewnych przypadkach udało się przygotować odpowiednie projekty. Wiąże się to ze specyfiką dyscyplin. W naukach technicznych jest znacznie łatwiej opracować takie minima niż w naukach humanistycznych lub społecznych. W rezultacie do dnia dzisiejszego Rada Główna nie otrzymała od ministra takich projektów.

– Czy ze środowiska akademickiego docierają jakieś głosy w sprawie minimów programowych?

– Przeważnie negatywne. Moim zdaniem, w obecnej sytuacji, gdy odchodzimy od sztywnego systemu zunifikowanych studiów, trzeba szukać innych niż minima programowe metod zapewnienia odpowiedniej jakości kształcenia w zróżnicowanych instytucjach szkolnictwa wyższego. Myślę, iż w sytuacji, gdy dwa uniwersytety uczą inaczej np. socjologii, trzeba zobaczyć, czy oba programy są dobre lub czy któraś z uczelni uczy lepiej.

Rozwiązaniem całego kompleksu tego typu spraw byłby sensowny system oceny jakości nauczania i związanej z tym akredytacji. Można byłoby wtedy odejść od kryteriów formalnych, które ustalała Rada Główna, na rzecz akredytacji otrzymywanej na podstawie zindywidualizowanej oceny danej uczelni czy kierunku studiów, przeprowadzonej przez ekspertów.

Z tego powodu Rada Główna jest bardzo zainteresowana wynikami pilotażowego programu oceny jakości realizowanego na kierunkach lekarskich i na fizyce w uczelniach państwowych. Ankiety miały wpłynąć do Rady w grudniu minionego roku. Większość z nich już otrzymaliśmy, ale nie są jeszcze opracowane. Po ich opracowaniu będziemy mieć częściowy obraz. Liczymy również na to, że program TEMPUS dotyczący oceny jakości kształcenia, realizowany w Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego, przyczyni się do przygotowania gruntu pod budowę systemu oceny jakości i akredytacji w sektorze szkolnictwa wyższego. Osobiście bardzo by mi zależało, aby te działania połączyć czy przynajmniej prowadzić w pełnym porozumieniu.

– Czy według Pana Profesora taki system powstanie w Polsce szybko?

– To wymaga środków. Ocena zewnętrzna prowadzona jest zazwyczaj przez specjalnie w tym celu utworzone gremia, które powołują zespoły ekspertów dokonujących oceny. Zbudowanie takiego systemu i jego funkcjonowanie wymaga pieniędzy.

Sensowność tworzenia tego systemu jest związana ze skutkami jego działalności. Wyniki oceny powinny mieć wpływ na dalsze losy uczelni, czy jej jednostki organizacyjnej, która prowadzi dany program nauczania. Ocena negatywna nie musi od razu wiązać się z cofnięciem akredytacji. Powinna być sygnałem dla uczelni/wydziału, że coś należy zmienić, a także dla kandydatów na studentów, aby się zastanowili, czy warto podejmować studia w tej uczelni.

– Czy wyniki oceny jakości kształcenia powinny być połączone z finansowaniem?

– Doradzałbym zachować ostrożność w tej sprawie. W moim przekonaniu opór środowiska przeciw ocenie jakości wynika przede wszystkim z tego, że szkoły, przy bardzo niskim poziomie finansowania, boją się, że może to pogłębić braki finansowe. Obawiają się, że w przypadku gdy ocena nie będzie dla uczelni korzystna, Ministerstwo natychmiast „przykręci kurek” i szkoła dostanie mniej pieniędzy. Boją się, że bardziej odczuwalne będą skutki oceny negatywnej niż pozytywnej.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>