JAKOŚĆ W POLSKICH SZKOŁACH WYŻSZYCH CZ. III

0

W Polsce, a prawdopodobnie także w innych krajach, występuje zawsze wstępny element braku zaufania. Dokonywanie oceny trzeba więc powierzyć ludziom, którzy w maksymalnym stopniu będą spełniać kryteria obiektywności, nie będą podatni na układy personalne. Moim zdaniem, tak jak istnieje Centralna Komisja do Spraw Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych, tak w przyszłości mogłaby powstać komisja akredytacyjna czy oceniająca. Mój punkt widzenia w tej sprawie jest podobny do prezentowanego w projekcie profesora Białasa. W projekcie tym przedstawiona została propozycja utworzenia komisji dla poszczególnych dziedzin, które, przy odpowiednim legislacyjnym umocowaniu, zyskiwałyby prawo do oceny jakości kształcenia.

– Panie Profesorze, gdy tak rozmawiamy o tworzeniu systemu oceny jakości kształcenia, to narasta we mnie potrzeba podzielenia się z Panem wątpliwościami w kwestii możliwości sprawnego funkcjonowania takiego systemu w naszym kraju. Z jednej strony jest bowiem oczywiste, że konieczne jest utworzenie jakiegoś systemu zapewnienia jakości kształcenia na naszych uczelniach, z drugiej zaś strony – borykamy się z ogromną liczbą problemów: brakiem pieniędzy potrzebnych do sprawnego funkcjonowania uczelni i efektywnej pracy nauczycieli akademickich: luką pokoleniową i brakiem zapału do pracy sporej liczby osób zatrudnionych w uczelniach. Czy w tej sytuacji można stawiać pracownikom wysokie wymagania? Czy uczelnie mają ich kim zastąpić, jeśli tych wymagań nie będą spełniać?

– Podzielam te niepokoje, co więcej – zastanawiam się, co się stanie, gdy komisja oceniająca jakiś wydział stwierdzi, iż większość kadry jest zatrudniona poza głównym miejscem pracy, spędza w uczelni niewiele czasu, poświęca małą część swojego potencjału intelektualnego na pracę dydaktyczną i naukową?

– Zdaje mi się, że reformatorzy szkolnictwa wyższego pracują na dwóch odrębnych poziomach. Pierwszym – idealistycznym, na którym wszelkie słuszne innowacje są możliwe i drugim – realistycznym, na którym odczuwają przytłaczający efekt doświadczanej rzeczywistości. Może tak jest zawsze?

– Dotykamy tutaj szerszego problemu. Wiele cennych inicjatyw, które wprowadza się lub należałoby wprowadzić w szkolnictwie wyższym, zderza się z rzeczywistością. Stan faktyczny jest niestety niedobry. Moim zdaniem doszło do żywiołowej komercjalizacji studiów i komercjalizacji zawodu nauczyciela akademickiego. Rada Główna przedstawiła swoje stanowisko w tej sprawie w dokumencie z pierwszego grudnia ubiegłego roku. To jest dosyć znaczący dokument (jeśli tak mogę mówić o efekcie własnej pracy). Zwracamy w nim uwagę na zjawiska patologiczne. Widzimy powód tej patologii, którym jest ogromne niedofinansowanie uczelni i człowieka. Nie dziwimy się, że ludzie, nie mogąc związać końca z końcem, szukają dodatkowych zarobków, ale nie możemy nie widzieć konsekwencji takiego stanu rzeczy. Konsekwencje są niedobre. Dociera do nas bardzo wiele odgłosów, i to od osób kompetentnych, tj. rektorów czy dziekanów, iż wielu profesorów poświęca pracy na uczelni jeden lub dwa dni w tygodniu. W Polsce jest duże zapotrzebowanie na kadrę wysoko wykwalifikowaną. Jednocześnie profesorowie są uczelni bardzo potrzebni, na nich bowiem ciąży obowiązek przygotowania swoich następców: to oni powinni stanowić wzór osobowy do naśladowania przez pozostałych pracowników. Drugim niebezpiecznym zjawiskiem jest żywiołowy rozwój studiów zaocznych, które różnią się od studiów dziennych często jedynie tym, że są płatne.

Myślę, iż nie można zamykać oczu na istniejącą sytuację. Konstytucja wprawdzie gwarantuje bezpłatną edukację, ale robi się wszystko, aby od ludzi ściągnąć pieniądze za naukę. Coś z tym trzeba zrobić. Tak jak jest, być nie może.

– Co w takim razie należy zrobić w istniejącej sytuacji?

– Należałoby tę sytuację uporządkować. Ale niestety nie widać ze strony naszych władz zamiarów przedstawienia jakiejś wizji rozwoju systemu szkolnictwa wyższego. Rada Główna kilkakrotnie domagała się tego od Ministerstwa Edukacji Narodowej, ale bez skutku. Nie można tego problemu sprowadzić do braku pieniędzy, brak bowiem dalekosiężnego programu także kosztuje.

Ostatnio oczekiwania nakreślenia takiej wizji rozwoju formułowane są pod adresem Rady Głównej. Nie widzę jednak w tej chwili możliwości, aby coś takiego zrobić. Napływa do nas zbyt mało informacji z uczelni, nasz wgląd w sytuację jest zbyt ubogi. Stale brakuje wiarygodnych danych o stanie systemu szkolnictwa wyższego.

– Czy nie grozi nam, że system ten będzie się rozwijał zbyt żywiołowo?

– Tak, chyba nam to grozi. Proszę np. wziąć pod uwagę niepaństwowe szkoły wyższe. System ten rozwija się żywiołowo. Nie chcę powiedzieć, że to źle. Ale byłbym spokojniejszy, gdybym wiedział, że ktoś w gronie osób odpowiedzialnych za nie, a więc wydających decyzje, ma pewną wizję, kieruje się jakimiś zasadami określonymi przez politykę edukacyjną państwa. Na przykład, aby stwierdzono, iż w przypadku kierunków kształcących specjalistów poszukiwanych przez rynek nie stawiamy ograniczeń. Nie popieramy natomiast tworzenia np. niepaństwowych wyższych szkół technicznych czy medycznych. Nie wiem, czy taka teza jest słuszna, ale jest to jakaś teza.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>